Wszyscy mówią, że Jarosław Kaczyński nie ma kampanii, że się boi i chowa głowę w piasek. Ale efekty są jak na dłoni.
W dzisiejszej rozmowie dnia Rzeczpospolitej Małgorzata Subotić wypytuje Pawła Poncyliusza kiedy, gdzie, jak, za ile i po ile Jarosław Kaczyński wystąpi, nawiąże kontakt z publicznością. Nie rozumiejąc delikatnych aluzji Pawła, Gosia wypytuje dalej i w końcu dowiaduje się, że może w poniedziałek, może w Warszawie. Zawsze coś – można rzucić ludziom.
Otóż Jarek nie występuje, chowa się. Dlaczego? Oczywiście bo nie ma co powiedzieć, bo to ‘kandydat specjalnej troski’. Ale jest też druga strona medalu. Może sztab wyborczy Jarka to wcale nie tacy wielcy frajerzy? Może czekają, aż ci najgłośniejsi i najaktywniejsi się zmęczą? Bo w sumie, to podział jest taki: 1/3 ludzi czeka na wystąpienie Jarka aby poznać jego program, usłyszeć co ma do powiedzenia. 1/3 czeka aż Jarek się zająknie, przejęzyczy, wspomni o bracie albo o teczkach. A 1/3 nie czeka bo nie idzie głosować.
Gdyby popełnił gafę, to by było super, będzie o czym pisać i o czym w końcu rozmawiać. Bo u nas kampania nie jest jeszcze na programy, tylko na takie wybuchy pożarów, gdy ktoś doleje oliwy do ognia. A pożar można gasić na dwa sposoby: albo biec z wiadrem lać wodą i się przy tym poparzyć, albo poczekać aż z braku paliwa się słomiany zapał sam wypali.
0 Responses to “Poczekać aż się zmachają”